Rozmowa z reżyserem filmu „Zamieszkajmy razem”, Stéphane’em Robelinem:

auroraJak wpadł pan na pomysł tak niekonwencjonalnej fabuły swojego filmu?
Zawsze marzyłem o tym, by zebrać razem na planie legendarnych aktorów i zrobić film na temat znaczenia rodziny i przyjaźni. Od dłuższego czasu interesuje mnie też kwestia społecznego traktowania seniorów, która rzadko jest pokazywana w kinie. Kiedy pisałem scenariusz, przypomniałem sobie o moich pradziadkach, którzy zaczęli mocno podupadać na zdrowiu, gdy byłem nastolatkiem. W tym czasie moi dziadkowie nie bardzo wiedzieli, jak się nimi zająć, bo nie byli przygotowani na tę okoliczność. To była tak naprawdę moja inspiracja do napisania historii o grupie starych przyjaciół, którzy decydują się zamieszkać razem.

Jak rozwijał pan projekt i jak stworzył pan bohaterów filmu?
Pisałem scenariusz mając na uwadze konkretnych aktorów, ale muszę powiedzieć, że przygotowywanie filmu trwało dość długo i przez ten czas oryginalna obsada zmieniła się z uwagi na dostępność aktorów. Tak naprawdę tylko Claude Rich był w niej od początku, natomiast inni aktorzy dołączyli do nas na różnych etapach pisania scenariusza. Musieliśmy czekać cztery lata na rozpoczęcie zdjęć w 2010 roku. Początkowo nasi partnerzy finansowi odłożyli realizację tego projektu na później ze względu na jego niezbyt filmowy temat, a także z powodu mojego młodego wieku, ale gdy już zdobyliśmy ich zaufanie, pokochali ten projekt.

Jak przekonał pan aktorów, zwłaszcza Jane Fondę, żeby dołączyli do obsady?
Jane Fonda to dla mnie legendarna aktorka – uwielbiam wiele jej filmów, choćby „Klute” czy „Powrót do domu”. Oprócz tego jest znana ze swojej aktywności politycznej i silnej osobowości. Jane nie grała we Francji od 40 lat – ostatnio w filmie Godarda „Wszystko w porządku” – ale mówi biegle po francusku. Postanowiliśmy więc spróbować szczęścia. Spodobał jej się scenariusz, a kiedy usłyszała, że może zagrać z Geraldine Chaplin i czołowymi francuskimi aktorami starszego pokolenia, ochoczo w to weszła. Mój producent Christophe Bruncher umie rozmawiać z aktorami, widocznie uwiódł ją pięknymi słowami, a potem sfinalizował umowę [śmiech]. Jane dołączyła do obsady na końcowym etapie projektu, kiedy zaangażowana już była reszta aktorów: Claude Rich, Geraldine Chaplin, Guy Bedos i Pierre Richard. Ja osobiście byłem pod wielkim wrażeniem tego, że Pierre Richard zagra w moim filmie. Jego komedie były ważną częścią mojego dzieciństwa, więc to był dla mnie wielki zaszczyt móc z nim pracować. Spodobał mu się pomysł grania w sposób bardziej powściągliwy, skupiony na emocjach, a nie na żartach.

Jak udało się panu stworzyć na planie pewien rodzaj wspólnoty?
Legenda kina Jane Fonda, humorysta Guy Bedos, wielki Claude Rich, komik z mojego dzieciństwa Pierre Richard i bardzo chaplinowska Geraldine Chaplin: wszyscy są bardzo różni i zebranie ich razem było dużym wyzwaniem, szczególnie że się wcześniej nie znali. Pierwsze spotkanie odbyło się w Paryżu jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć i poszło bardzo dobrze. Jako młody reżyser byłem zachwycony wzajemnym szacunkiem, jaki sobie okazywali. Dużo też przebywali razem. To pozwoliło im poznać się lepiej i pomogło stworzyć dynamikę grupy, którą widać na ekranie.

Pana film jest jednocześnie stylowy i ma wiele wdzięku. Jak udało się to osiągnąć?
Postanowiłem skupić się głównie na aktorach i dałem wolną rękę autorowi zdjęć Dominique Colinowi. Wraz ze scenografem pragnęliśmy stworzyć na planie atmosferę trochę z innego okresu. Ustawienia i oświetlenie w filmie mają szczególną jakość, staroświecki urok, ale nie chodziło nam o to, by atmosfera była ponura i nostalgiczna. Chcieliśmy osiągnąć coś w stylu starego domku letniskowego, gdzie można znaleźć tysiące przedmiotów i pamiątek…

Postać grana przez Claude’a Richa jest niepoprawnym uwodzicielem i nie chce zrezygnować ze swojej seksualności. Czy właśnie ten aspekt doświadczenia, jakim jest starzenie się, chciał pan szczególnie uwypuklić?
Wszyscy jesteśmy istotami seksualnymi, kierującymi się w naszym życiu przede wszystkim pragnieniami. Claude (Claude Rich) ucieleśnia seksualne problemy osób starszych, ale relacja między postaciami granymi przez Jane Fondę i Daniela Brühla również zawiera w sobie fizyczną dwuznaczność. Seks jest bardzo ważnym elementem naszego życia. Właśnie ze względu na to chciałem nakręcić i zachować w filmie przynajmniej jedną scenę „miłosną”: widzimy, jak para grana przez Geraldine Chaplin i Guy Bedosa po kłótni godzi się, uprawiając seks.

Jakie było pana podejście do humoru w tym filmie?
Życie w takiej wspólnocie jak ta jest dramatyczne i komiczne zarazem, a cały humor w filmie wynika z trudności życia razem i problemów starzenia się. Zawsze jakaś mała katastrofa czai się w kącie… Poza tym zderzenie bardzo różnych typów ludzkich rodzi komizm. Nigdy nie lubiłem brutalnego i dosłownego humoru widocznego w niektórych filmach. Wolę humor, który jest bardziej subtelny.

Czy uważa pan, że mieszkanie z bliskimi przyjaciółmi to dobre rozwiązanie na starość? Czy decydując się na ten krok bohaterowie podążają za dawnymi ideałami, czy też robią to z konieczności?
Życie we wspólnocie może być piękną przygodą. Wiele osób, które są w tym samym wieku, co moi bohaterowie, doświadczyło życia w komunach w latach 70. Ludzie tamtej generacji marzyli o spędzeniu starości z przyjaciółmi, ale tylko nieliczni rzeczywiście wprowadzili to w czyn. Ja też na starość chciałbym tego spróbować, ale to nie znaczy, że nie spodziewam się żadnych trudności. Mimo to uważam, że zdecydowanie zabawniej jest skończyć życie u boku przyjaciół niż w domu spokojnej starości.

Co pana film mówi na temat życia rodzinnego?
Nasze społeczeństwo będzie musiało poradzić sobie z „inwazją” starych ludzi w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat, a my musimy znaleźć rozwiązanie tego problemu. Jak mamy zamiar spędzić resztę naszego życia, gdy nasze dzieci nie będą nam pomagać? Nadszedł czas, aby spróbować odpowiedzieć na te pytania, zamiast ich unikać. W przeszłości starzejący się rodzice zostawali automatycznie pod opieką dzieci. Ale gdzieś od 1968 starsi ludzie coraz rzadziej mieszkają ze swoimi rodzinami.

Jak został pan reżyserem?
Jako chłopiec uwielbiałem filmy z Bertrandem Blierem za ich nowatorskie podejście i sposób narracji. Marzyłem o odkrywaniu wolności w filmie, tak jak to robił Blier, i o eksperymentowaniu z surrealistycznymi sytuacjami. Chciałem tak jak on opowiadać własne historie w oryginalny sposób. Kiedy rozpocząłem studia filmowe w Nicei, rozsmakowałem się we włoskich komediach z lat 60. i 70., reżyserowanych przez  Ettore Scolę, Dino Risiego, Marco Ferreriego i później Nanni Morettiego. Obecnie jestem fanem Pedro Almodovara; lubię różne formy filmowe i nie chciałbym „przyklejać się” do jednego konkretnego gatunku. Lubię dobrze skonstruowane amerykańskie thrillery, tak samo jak kocham nowatorskie filmy arthouse’owe, które mają wolne tempo, ale są pełne tajemnicy. Jestem bardzo otwartym widzem.

Czy uważa pan, że popularne filmy mogą zachęcić publiczność do refleksji nad poważniejszymi rzeczami?
Chciałbym robić ważne i oryginalne filmy, które będą również popularne. Traktuję moje filmy jako wymianę z publicznością. Na festiwalach, kiedy widzowie oglądają mój film, czuję, że ciekawią ich moi bohaterowie, ich przyjaźń i ich pragnienia. Dzięki temu mogą też odkrywać ważniejsze kwestie, czerpiąc jednocześnie zabawę z komicznej strony filmu. Połączenie obu aspektów sprawia, że film ma szansę dotrzeć do szerszego grona odbiorców. We Francji ludzie zawsze chcą oddzielać kino komercyjne od filmów arthouse’owych, ale ja osobiście nie lubię takich podziałów.

Jeśli mieszkałby pan w komunie, byłaby to komuna w pełni wolnościowa czy taka, w której obowiązuje zbiorowa odpowiedzialność?
Wolę wolnościowe społeczności! Myślę, że grupy działają lepiej, jeśli każdy bierze odpowiedzialność za siebie. I nie powinny być zbyt restrykcyjne. Jeśli każdy miałby podążać za drakońskim zbiorem zasad, życie nie byłoby zbyt zabawne, prawda?

Biogramy:
Stéphane Robelin zaczął swoją przygodę z filmem w 1990 roku. Najpierw reżyserował filmy krótkometrażowe, do których pisał też scenariusze. Później nawiązał współpracę z telewizją i realizował filmy dokumentalne, głównie dla francuskiej stacji France 2. Jego debiut fabularny „Real Movie” (2004) miał swoją premierę na Festiwalu Francuskich Filmów Undergrandowych Dashanzi w Pekinie. „Zamieszkajmy razem” to drugi film fabularny Robelina.
plakat_zamieszkajmyrazem

www.aurorafilms.pl

Dodaj komentarz